piątek, 18 listopada 2011

Świąteczny woreczek

Pierwszy raz wykonałam decoupage na tkaninie. Muszę jeszcze to dopracować bo z efektu jestem średnio zadowolona - wokół motywu, klej przybrał lekko żółtą barwę (z pewnej odległości już tego nie widać:-))

Pierwszy raz również uszyłam woreczek i tak powstał świąteczny gadżet:-)




Woreczek z jednej strony ma motyw Misia-Mikołaja (coś u mnie ostatnio Misiaki zawładnęły wnętrza:-)). Z drugiej natomiast strony ...



Jak widzicie przemyciłam moje ulubione biało-czerwone barwy w postaci lamówek przy motywach i w formie "mankietu" woreczka:-).

Aby woreczek był estetyczny "od środka" otrzymał podszewkę a w ramach dekoracji użyłam delikatnej bawełnianej koronki i wykończyłam ozdobnym ściegiem (dla lepszego efektu powinnam tu chyba użyć grubszej nici?). I oczywiście ma dwa bawełniane sznureczki do ściągnięcia i zawieszenia gdzie popadnie:-)


czwartek, 10 listopada 2011

Misiowy Kącik w pokoju Wiktorki

Dzień Misia za pasem i w związku z tym chciałabym Wam przedstawić Pana i Panią Miś:-)



Tą uroczą parę wynalazłam kiedyś na starociach. Nie dość, że piękne, to jeszcze praktyczne - są podpórkami pod książki:-)

Pan Miś robi to, o czym ja marzę od dawna - czyli obżera się ciachami popijając je... czym kto woli:-) i zagłębia się w lekturze...

Pani Miś natomiast melancholijnie przygrywa dla relaksu w towarzystwie pięknych kwiatów...
Misie oczywiście rozgościły się w pokoiku Wiktorki.
Znalazłam półeczkę (tym razem nową), którą tylko przemalowałam i przetarłam tak aby pasowała do pozostałych mebli.


Do wieczornego klimatu brakowało tu lampki... No to kupiłam malutkiego starocia - tak wyglądała wcześniej...


Klosz był trochę "zużyty" i kolor podstawy nie bardzo mi pasował. Uszyłam więc nowy abażur - z tej samej tkaniny co zasłony i przemalowałam lampkę. Teraz wygląda tak...


I tak powstał misiowy kącik. Szczerze przyznam, że bardzo lubię przesiadywać w tym pokoiku... A tak prezentuje się w całości...



poniedziałek, 24 października 2011

Mazurskie plony

Kochamy Mazury... Klimat, krajobrazy, lasy, woda...- to i dużo, dużo więcej powoduje, że chętnie jeździmy tam, gdy tylko czas pozwala.


I nigdy nie wracamy z pustymi rękami...:-) Głównie dzięki najbliższej rodzince:-) Ostatnio przywieźliśmy zapasy w postaci warzyw i owoców wyhodowane bez nawozów... mniaaam... Te dwie dynie, ważące 15 i 20 kg to część naszego bagażu:-)


Przygotowując ogród do zimy ścięłam jeżówki i rudbekie, resztki lawendy, trochę wrzosów. Z mazurskich spacerów przywiozłam jarzębinę i śnieguliczkę. Po co? .... A do wianków... Tulka, tak mnie nimi "zaraziła", że wpadłam po uszy:-) Polecam każdemu, bo nie dość, że zdobią otoczenie, to jeszcze dają dużo satysfakcji z wykonania! I mimo wielu niedociągnięć - mi się podobają!:-)

Ten jest z jarzębiny, dziurawca i "czegoś" zimozielonego:-) ... i zawisł na drzwiach wejściowych...


Nie mogłam się oprzeć kuleczkom śnieguliczki. Powstały więc dwa małe wianuszki z koronką. Niestety kuleczki w cieple brązowieją i "się marszczą":-( No cóż gdy już całkowicie stracą swój urok, będę miała bazy do wianków z odzysku:-)


I na przekór złotym jesiennym akcentom, pozdrawiam Was zielenią z naszego ogrodu...:-)

piątek, 14 października 2011

Pokój Wiktorii - odsłona II

Przede wszystkim bardzo Wam dziękuję za wszelkie sugestie kolorystyczne!!!

Początkowo planowałam lekko waniliowy kolor na ścianie ale jak pomalowałam próbkę, zrobiło się trochę "mdło" a meble i zasłony "ginęły". Druga wersja to kawa z mlekiem, którą mąż ocenił: "brudny kolor". Dodałam więc czerwonego barwnika, żeby go trochę ocieplić i to już dawało dużo lepszy efekt.
Z takimi doświadczeniami udałam się ponownie do salonu z farbami, pomieszaliśmy trochę białej farby i barwników (ceglany, czerwony "ostry", żółty i ciemny brąz - prawie jak czerń) i efekt możecie zobaczyć.

Gdybym miała Wam opisać kolor, który mi wyszedł to cafe latte z sokiem malinowym:-)








Przyznaję, że w doborze koloru pomogło mi również tło ze zdjęcia Wikuni, które idealnie pasuje zarówno do zasłon jak i nieszczęsnej wykładziny.
Zasłony i lambrekin uszyłam wiosną. Będą jeszcze podwiązane ale muszę się zdecydować czy zrobić klasyczne wiązania z tkaniny zasłonowej, czy może materiałowe róże w kolorze maliny...? Zobaczymy...:-)

poniedziałek, 10 października 2011

Wiankowo i jesiennie

Hortensje nie chciały poczekać aż się zbiorę, zerwę je i ususzę... Część z nich zbrązowiała a z tych, które jeszcze zachowały zielonkawą barwę zrobiłam wianki...


W ramach symetrii powstały dwa...


Dla porównania - biała hortensja w wazonie, to ścięta w "szczycie sezonu" i suszona w małej ilości wody. Reszta to już moje gapiostwo i spóźnialstwo...


... i ozdobne dynie przywiezione od szwagierki z Mazur...




W ramach wianków - jeszcze ten z szyszek, żołędzi i kasztanów - to już nie moje dzieło...:-)
Do kompletu dodałam tylko żołędzie do świeczników a świece powędrowały do koszyczka z orzechami przyniesionymi przez tatę z lasu...



I jeszcze jeden wianek - soute:-) Za to do kompletu z nutkowymi świecznikami...



Gdy jeżówki już przekwitną i motyle ich nie odwiedzają, pięknie prezentują się w wazonie...


Jesienne pozdrowienia
Magda

piątek, 7 października 2011

Pokój Wiktorii - odsłona I

Ci z Was, którzy mnie znają wiedzą, że jestem mamą trzech Maluszków - 2 chłopców i dziewczynki.
Wiktorka nas zaszczyciła jako ostatnia i jest Królową rodzeństwa bez dwóch zdań - za sprawą oczywiście braci, którzy kochają ją bez granic (no może za wyjątkiem sytuacji gdy gryzie ich zabawki:-))

Rozumiecie też radość z urządzania pokoiku dla niej!!!

Początkowo miały być meble Leksvik z Ikei, przemalowane na jasne barwy. Nie było to jednak do końca to, "o co mi chodziło". A chodziło mi o ... "babciny pokój" jak to ujął mój mąż - z czym całkowicie się nie zgadzam:-)

I tak korzystając z rady Ity z Jagodowego Zagajnika zaczęłam szukać wymarzonych mebelków.
Na pierwszy ogień poszła szafa - stara, poczciwa, sosnowa ślicznotka.


Założenie było takie, że meble mają być jasne bez żadnych "udziwnień".
Wybrałam więc kolor - osobiście bardzo mi przypadł do gustu (z palety Flueggera - ni to biel, ni wanilia:-))
Tak pomalowana stała jakiś rok, aż nie wytrzymałam i przetarłam jej krawędzie. Na surowe drewno, które się pokazało położyłam wosk postarzający i całość pokryłam pastą woskową.



 Później pod pędzel poszła komoda (na zdjęciach jeszcze bez szyldów):








I łóżko, które najbardziej dało mi się we znaki... Mimo wielokrotnego szlifowania ciągle coś wyłaziło mi spod farby:-( Ostatecznie każdy element malowałam w inny sposób - zabezpieczając lakierem bezbarwnym na farbę + ponownie farba, malując lakierem białym i na to farba oraz tylko farba ale w trzech czy czterech warstwach - już nie pamiętam - efekt jest wszędzie taki sam - nic już nie wyłazi (póki co...).
Swoją drogą Madzik dzięki za rady!!!






Teraz schnie jeszcze półeczka ścienna a docelowo do kupienia jeszcze regał - forma podobna do szafy tylko bez płyty wypełniającej front lub całkiem bez drzwi - się zobaczy co się znajdzie:-)

Obecnie ściany są białe. Kupiłam próbkę delikatnie kremowej farby - pierwsza próba nieudana, nie podoba mi się. Myślałam też o pastelowym błękicie - bardzo delikatnym lub oliwce - jak mgiełka. Nie wiem tylko czy nie zmniejszę tym pokoju, który i tak za duży nie jest i ma "skos".

A może Wy macie jakiś pomysł - tylko nie "różowości" proszę, te pozostawiam dla miłośniczek Barbie...:-)
Aha - i wykładzina jest w ciepłym pomarańczu - nie wiem co mnie podkusiło kilka lat temu na ten kolor ale zmieniać nie będę...:-)

Pozdrowienia znad pędzla!
Magda