Czas przetworów śliwkowych już za nami ale dopiero teraz udało mi się zrobić etykietki na słoiczki.
Uwielbiam konfiturę śliwkową z twarogiem i ciemnym pieczywem na śniadanie. Pycha!
Śliwki kupuję w ilościach hurtowych:-), przerabiam je też za jednym razem. I tak, kilka lat temu kiedy zabrakło mi garów do smażenia śliwek a nie chciałam tracić czasu wypróbowałam ich "obróbkę" w piekarniku (poza standardowym smażeniem w garach).
Chętnie podzielę się z Wami tym sposobem bo śliweczki cudnie się opiekają i marszczą:-)
Powidła śliwkowe:
Śliwki
cukier
cynamon
imbir
gałka muszkatołowa
Śliwki wydrylować, zasypać cukrem, włożyć do brytfanny i piec w 180-200 st. w piekarniku.
Na bieżąco odlewamy sok z owoców, tak aby śliwki nie dusiły się tylko opiekały. Jak zbierzemy cały sok dodajemy cynamon, imbir i gałkę muszkatołową. Śliwki muszą wyglądać na wyschnięte - skórkę mają pomarszczoną i piękny ciemny kolor (nie wspomnę o zapachu). Przechodząc do tego etapu często przekładam śliwki do garnka z grubym dnem lub patelni i dalszy proces przebiega już na kuchence a nie w piekarniku:-)
Dodaję ewentualnie cukier i przyprawy - wedle smaku:-)
Powidła, które przygotowuję od początku w garnku traktuję podobnie - czyli odcedzam na bieżąco sok i doprawiam do smaku. Smażę do momentu gdy całość jest dość gęsta.
Później konfitury do słoiczków, sok przelewam przez gazę i do buteleczek. Jeszcze tylko pasteryzacja i ...
... i smacznego!!!
A co do etykiet, to w tym roku wymyśliłam sobie taki kształt, że zanim wytnę wszystkie i okleję nimi słoiczki, to wcześniej zjem przetwory:-)
Do tegorocznego sezonu przetworowego dołączył też mąż - tyle, że na jego "wyroby" musimy kilka tygodni poczekać (to ta butelczyna za słoikami:-))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 października 2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Czas przetworów - truskawki
Podobno sezon na truskawki już się kończy...??? :-(
Nie podoba mi się to bo mogłabym je jeść na śniadanie, obiad i kolację.
Ostatnio odwiedzili nas moi rodzice i przywieźli dla dzieci świeżutkie owoce, prosto z krzaczka. Dostało się i mi...:-)
Ten smak, kolor - co tu dużo mówić je się te pyszności oczami:-)
Wikunia też zasmakowała - podobno truskawki uczulają, więc dostawała po troszku. Teraz jest zatwardziałym smakoszem. A je z takim apetytem, że mi "cieknie ślinka" jak na nią patrzę:-)
No dobra ale skoro sezon się kończy, to chciałabym się z Wami podzielić moimi sprawdzonymi przepisami na dżemiki.
Na zimę przygotowuję nam kilka rodzajów konfitur:
Po odszypułkowaniu i umyciu truskawek zasypuję je odrobiną cukru i pozostawiam na kilka godzin. Odlewam sok i dopiero smażę.
Podczas całego procesu też nad nim panuję - tzn. co chwilę odbieram nadmiar soku. Butelkuję go i pasteryzuję. Doskonale pasuje dolany do herbatki, do jogurtu z płatkami owsianymi, do lodowego "szejka", jako polewa do kaszy manny lub przerobiony na galaretkę:-)
Konfitura truskawkowa z octem balsamicznym i sokiem z cytryny:
2 kg truskawek
sok z jednej cytryny
1-2 łyżki octu balsamicznego
laskę wanilii
cukier
Truskawki podsmażam z cukrem na patelni (jeśli są duże - wcześniej je rozdrabniam).
W trakcie dodaję laskę wanilii, sok z cytryny i ocet balsamiczny.
Konfitura truskawkowa z anyżkiem:
2 kg truskawek
sok z jednej cytryny
2 gwiazdki anyżu
szczypta czarnego pieprzu
cukier
Schemat jak wyżej - truskawki podsmażam z cukrem na patelni (jeśli są duże - wcześniej je rozdrabniam).
W trakcie dodaję gwiazdki anyżu, sok z cytryny i pieprz.
Konfitura truskawkowo - czereśniowa:
2 kg truskawek
2 kg czereśni
sok z jednej cytryny
1-2 łyżki octu balsamicznego
ewentualnie laska wanilii
cukier
Schemat jak wyżej - czereśnie i truskawki podsmażam z cukrem na patelni (jeśli są duże - wcześniej je rozdrabniam).
W trakcie dodaję sok z cytryny, ocet balsamiczny i wanilię.
Konfitura truskawkowo - rabarbarowa
2 kg truskawek
2 kg rabarbaru
cukier
Rabarbar myję, obieram i kroję w kostkę. Podobnie truskawki.
Podsmażam dodając cukier.
Tą konfiturę przygotowywałam też w piekarniku (temp. ok. 180 st.) co chwila odsączając wydzielający się sok.
Podobno jeśli gorącą konfiturę przelejemy od razu do słoiczków, zakręcimy i postawimy do góry dnem, to też uda się ją bez problemu przechować przez zimę.
Ja jednak jestem nadgorliwa i dodatkowo pasteryzuję słoiczki a następnie ustawiam do góry dnem i otulam kocykiem:-)
Każda z Was ma zapewne swój sposób na sprawdzenie czy konfiturka jest już "gotowa" do włożenia do słoiczków. Przyznam się, że często to robię "na oko" ale jeśli mam wątpliwości to sprawdza się sposób na zimny spodeczek - mały talerzyk wkładam do zamrażarki. Odrobinę konfitury wylewam na dobrze schłodzony talerzyk i jeśli konsystencja mnie zadowala, kończę smażenie:-)
Teraz pozostaje mi jeszcze życzyć Wam:
Nie podoba mi się to bo mogłabym je jeść na śniadanie, obiad i kolację.
Ostatnio odwiedzili nas moi rodzice i przywieźli dla dzieci świeżutkie owoce, prosto z krzaczka. Dostało się i mi...:-)
Ten smak, kolor - co tu dużo mówić je się te pyszności oczami:-)
Wikunia też zasmakowała - podobno truskawki uczulają, więc dostawała po troszku. Teraz jest zatwardziałym smakoszem. A je z takim apetytem, że mi "cieknie ślinka" jak na nią patrzę:-)
Poza tym uwielbiam czerwień. Dodaje energii i rozwesela. Przewija się w wielu miejscach w domu, szczególnie w kuchni. Mlecznik aktualnie stał się wazonikiem dla kolejnego polnego bukietu. Trawy też wyglądają cudnie...
No dobra ale skoro sezon się kończy, to chciałabym się z Wami podzielić moimi sprawdzonymi przepisami na dżemiki.
Na zimę przygotowuję nam kilka rodzajów konfitur:
- truskawki z octem balsamicznym i sokiem z cytryny
- truskawki z anyżkiem
- truskawki z czereśniami
- truskawki z rabarbarem
Po odszypułkowaniu i umyciu truskawek zasypuję je odrobiną cukru i pozostawiam na kilka godzin. Odlewam sok i dopiero smażę.
Podczas całego procesu też nad nim panuję - tzn. co chwilę odbieram nadmiar soku. Butelkuję go i pasteryzuję. Doskonale pasuje dolany do herbatki, do jogurtu z płatkami owsianymi, do lodowego "szejka", jako polewa do kaszy manny lub przerobiony na galaretkę:-)
Konfitura truskawkowa z octem balsamicznym i sokiem z cytryny:
2 kg truskawek
sok z jednej cytryny
1-2 łyżki octu balsamicznego
laskę wanilii
cukier
Truskawki podsmażam z cukrem na patelni (jeśli są duże - wcześniej je rozdrabniam).
W trakcie dodaję laskę wanilii, sok z cytryny i ocet balsamiczny.
Konfitura truskawkowa z anyżkiem:
2 kg truskawek
sok z jednej cytryny
2 gwiazdki anyżu
szczypta czarnego pieprzu
cukier
Schemat jak wyżej - truskawki podsmażam z cukrem na patelni (jeśli są duże - wcześniej je rozdrabniam).
W trakcie dodaję gwiazdki anyżu, sok z cytryny i pieprz.
Konfitura truskawkowo - czereśniowa:
2 kg truskawek
2 kg czereśni
sok z jednej cytryny
1-2 łyżki octu balsamicznego
ewentualnie laska wanilii
cukier
Schemat jak wyżej - czereśnie i truskawki podsmażam z cukrem na patelni (jeśli są duże - wcześniej je rozdrabniam).
W trakcie dodaję sok z cytryny, ocet balsamiczny i wanilię.
Konfitura truskawkowo - rabarbarowa
2 kg truskawek
2 kg rabarbaru
cukier
Rabarbar myję, obieram i kroję w kostkę. Podobnie truskawki.
Podsmażam dodając cukier.
Tą konfiturę przygotowywałam też w piekarniku (temp. ok. 180 st.) co chwila odsączając wydzielający się sok.
Podobno jeśli gorącą konfiturę przelejemy od razu do słoiczków, zakręcimy i postawimy do góry dnem, to też uda się ją bez problemu przechować przez zimę.
Ja jednak jestem nadgorliwa i dodatkowo pasteryzuję słoiczki a następnie ustawiam do góry dnem i otulam kocykiem:-)
Każda z Was ma zapewne swój sposób na sprawdzenie czy konfiturka jest już "gotowa" do włożenia do słoiczków. Przyznam się, że często to robię "na oko" ale jeśli mam wątpliwości to sprawdza się sposób na zimny spodeczek - mały talerzyk wkładam do zamrażarki. Odrobinę konfitury wylewam na dobrze schłodzony talerzyk i jeśli konsystencja mnie zadowala, kończę smażenie:-)
Teraz pozostaje mi jeszcze życzyć Wam:
środa, 26 stycznia 2011
Zimowe zapasy
Dzisiaj słoneczko nas odrobinę rozpieściło
Zajrzało do okien i naładowało akumulatory - a przynajmniej mój, który ledwo zipie.
Jestem zdecydowanie ciepłolubna i jak dla mnie to zima mogłaby się już skończyć. Nie cierpię szarzyzny... brrr!!!
W dodatku nasze niektóre zapasy zaczynają się kończyć.
JESTEŚMY POŻERACZAMI MIODU!!! mniaaam...
Pychota! mniaaaam...
I jeszcze odrobinka...! mniaaam...
Śniadanko bez miodku i serka wiejskiego - oj, zapowiada to kiepski dzień...
Nawet gdy mężuś wykona swoją popisową jajecznicę, to i tak muszę zagryźć ... "małym co nieco" rzecz jasna:-)
Nasze "słodkie zapasy" uzupełniamy latem, a że "z pszczołami nigdy nic nie wiadomo" (jak by powiedział Puchatek), w poprzednim roku początek sezonu nie był miodem płynący...:-) Tak przynajmniej twierdził w czerwcu zaprzyjaźniony mazurski pszczelarz.
Od ręki kupiliśmy więc 4 litry przysmaku i zamówiliśmy kolejnych 12 z terminem odbioru w sierpniu.
I wiecie co, zgadzam się z Puchatkiem - "nie ma chyba smutniejszego widoku niż dno pustej baryłki na miód". Właśnie został nam ostatni słoiczek w spiżarce...:-(
Czterem brzuchom (+ piąty, przyswajający póki co miodek z mlekiem mamy) grozi głodówka śniadaniowa...
Jedna porcyjka przypadła wprawdzie znajomemu, który uszczupla nasze zimowe zapasy o miodek i inne przetwory. Takie własnoręcznie zrobione przysmaki wymagają odpowiedniej oprawy. Słoiczkom uszyłam więc kapturki i dodałam etykietki
Brakowało tylko pudełeczka. Kupiłam więc kosz, doszyłam "wnętrze", włożyłam zapasy i w takiej formie powędrował prezencik za naszą zachodnią granicę - stąd ten "romantyczny język" na etykietach:-)
To wprawdzie nie "czas przetworowy" ale powyższa czerwień tak jak i dzisiejsze słoneczko dodaje energii:-)
Zajrzało do okien i naładowało akumulatory - a przynajmniej mój, który ledwo zipie.
Jestem zdecydowanie ciepłolubna i jak dla mnie to zima mogłaby się już skończyć. Nie cierpię szarzyzny... brrr!!!
W dodatku nasze niektóre zapasy zaczynają się kończyć.
JESTEŚMY POŻERACZAMI MIODU!!! mniaaam...
Pychota! mniaaaam...
I jeszcze odrobinka...! mniaaam...
Śniadanko bez miodku i serka wiejskiego - oj, zapowiada to kiepski dzień...
Nawet gdy mężuś wykona swoją popisową jajecznicę, to i tak muszę zagryźć ... "małym co nieco" rzecz jasna:-)
Nasze "słodkie zapasy" uzupełniamy latem, a że "z pszczołami nigdy nic nie wiadomo" (jak by powiedział Puchatek), w poprzednim roku początek sezonu nie był miodem płynący...:-) Tak przynajmniej twierdził w czerwcu zaprzyjaźniony mazurski pszczelarz.
Od ręki kupiliśmy więc 4 litry przysmaku i zamówiliśmy kolejnych 12 z terminem odbioru w sierpniu.
I wiecie co, zgadzam się z Puchatkiem - "nie ma chyba smutniejszego widoku niż dno pustej baryłki na miód". Właśnie został nam ostatni słoiczek w spiżarce...:-(
Czterem brzuchom (+ piąty, przyswajający póki co miodek z mlekiem mamy) grozi głodówka śniadaniowa...
Jedna porcyjka przypadła wprawdzie znajomemu, który uszczupla nasze zimowe zapasy o miodek i inne przetwory. Takie własnoręcznie zrobione przysmaki wymagają odpowiedniej oprawy. Słoiczkom uszyłam więc kapturki i dodałam etykietki
Brakowało tylko pudełeczka. Kupiłam więc kosz, doszyłam "wnętrze", włożyłam zapasy i w takiej formie powędrował prezencik za naszą zachodnią granicę - stąd ten "romantyczny język" na etykietach:-)
To wprawdzie nie "czas przetworowy" ale powyższa czerwień tak jak i dzisiejsze słoneczko dodaje energii:-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






