I bardzo dobrze, bo podczas kolejnej wizyty okazało się, że zostały przecenione. Z uśmiechem na ustach zgarnęłam je do torby:-) i ruszyłam do domu.
Od razu wiedziałam, gdzie będzie ich miejsce. Czegoś im tylko brakowało...
Uszyłam więc serduszka...
Najpierw dwa...
a później jeszcze trzy i tak powstała "miłosna kolekcja"...
wystarczyło je tylko zawiesić na wiankach...
i dorobić "wieszak" z kokardą...:-)
Wianki dokładnie wpisują się w moje klimaty ale nie dorównują cudom tworzonym przez Kasię!
To ona zainspirowała mnie do stworzenia własnego wianuszka - z gałązek brzozowych.
Nie było łatwo ale pierwsze koty za płoty...
Owinęłam łączenia rafią i zawiesiłam nad kominkiem
I tak trochę "niechcący" zrobiło się sercowo-walentynkowo. Szczerze mówiąc jest mi całkowicie obojętne to święto. Ważne, że miłość panuje w moim domu i noszę ją codziennie w sercu.

