Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 stycznia 2014

Zdrowia, miłości i radości...

Tak, tak wiem, że życzenia składaliśmy już prawie miesiąc temu... Nieubłagany czas...
Dziękuję Wam za wszystkie mailowe pozdrowienia, za pamięć!
I Wam również życzę w 2014 aby nic co robicie nie zmieniło się w rutynę, abyście dostrzegali piękno i radość każdego dnia i abyście życzliwością i szczerością obdarzali wszystkich wokół.

A tak wyglądał nasz "kawałek" świąt (już spakowany w kartonach:-)))














W poprzednim roku w miejscu wiszącej półki widocznej na zdjęciach poniżej, stała ta witryna. Jak dla mnie urocza... Niestety jakość jej wykonania pozostawiała wiele do życzenia... Odnowiłam więc półkę kupioną na "starociach". Usunęłam z niej starą farbę olejną i pomalowałam na biało uwidaczniając dębowe słoje woskiem postarzającym i patyną. I tak zastąpiła miejsce witryny...





A co do jakości wykonania - to następnym razem pokażę Wam meble, które mimo wielu obaw mogę ze spokojnym sumieniem polecić...:-)

piątek, 18 stycznia 2013

Ale to długo...:-(

Choinka rozebrana, świąteczne dekoracje zniknęły i tylko Tymuś wzdycha...
- "Dlaczego choinkę ubieramy tylko raz w roku, mama czemu już wszystko pochowałaś, a gdzie nasz kalendarz adwentowy...?" Jak tylko słyszy, że musi na to wszystko poczekać aż rok, z wielkim grymasem odpowiada "ale to długo...". I choć niechętnie, ze wszystkim się zgadza, tylko brak kalendarza mu doskwiera.

Temat zdecydowanie przeterminowany ale to właśnie o kalendarzu adwentowym dzisiaj będzie:-)


Celowo zrezygnowałam ze słodkości (choć czasami również gościły) i każdego dnia na moje dzieciaczki czekała inna niespodzianka. Kalendarz był jeden ale dla trójki maluszków. Dzieci ustaliły między sobą kolejkę otwierania kieszonek. Oczywiście najstarszy rozpoczął...:-) Umówiliśmy się, że ten miły moment zostawiamy sobie na wieczory, kiedy to niespiesznie delektując się chwilą będziemy odkrywać kolejne niespodzianki.

Wiele sytuacji było dla mnie wzruszających - jak np. dzień, w którym każdy dostał po "złotówce". Przy tej okazji przeczytałam opowiadanie o biednym chłopcu, który wychowywał się w sierocińcu. Rodzeństwo zgodnie powierzyło swoje monety najstarszemu bratu,  który zakupił jakieś "żujki" w sklepiku szkolnym. Wprawdzie obdzielił kolegów ("bo go poprosili"...:-)) ale sam nie tknął słodkości, do momentu gdy nie zasiedli razem i sprawiedliwie je podzielili.

Był też dzień, kiedy wszyscy położyliśmy się na łóżkach i każdy głośno powiedział za co kocha pozostałych członków rodziny - to niesamowite i niezapomniane chwile, kiedy chłopcy poważnie mówili o swoich uczuciach...
To był wieczór dla "ducha" ale był też dzień dla "ciała" - każdy wymyślał po kilka ćwiczeń i wszyscy musieliśmy je wykonywać. Dzieci prześcigały się w ilości i skomplikowaniu figur:-)

Były też mapy, po których odczytaniu dzieciaki docierały do ukrytego skarbu. Były też karteczki pochowane w różnych miejscach z instrukcjami co należy dalej zrobić, żeby dotrzeć do niespodzianki. Ukryte były głównie książeczki.


Lubicie wyliczanki? - W takim razie "Pan Pierdziołka spadł ze stołka" przypadnie Wam do gustu:-)
"Opowiadania bożonarodzeniowe" - zimowa, około-świąteczna tematyka ale część opowiadań jest zbyt "ciężka" jak na cztero- i sześciolatka (o dwulatce nie wspomnę). Na przyszłość jak znalazł:-) "Zezia i Giler" muszą poczekać aż skończymy czytać rozpoczęte wcześniej "Dzieci z Bullerbyn".

Ukrytymi skarbami były również naklejki, tasiemki, kolorowe papiery, z których dzieci miały wykonać kartki dla Mikołaja. Dzień przed Mikołajkami otrzymały zadanie wyczyszczenia butów - u nas tradycja jest taka, że prezenty trafiają do butów a przynosi je Szarak:-)

Kieszonki uzupełniałam każdego dnia a ich zawartość uzależniałam od nastroju dzieciaczków. Gdy były padnięte po ciężkim dniu, nie męczyłam ich dodatkowymi zadaniami. Gdy objadły się chwilę wcześniej słodkościami, nie obdarowywałam ich kolejnymi łakociami. Brałam też pod uwagę, które z nich będzie otwierało kieszonkę - każde bardzo wyczekiwało "swojego" dnia więc starałam się trafić w serce Odkrywcy:-)

Ogromne emocje budziła w nich ciekawość co też przyniesie każdy kolejny dzień. Przy okazji Maks trenował czytanie i jako dumny pierwszoklasista składał litery odczytując karteczki ukryte w kieszonkach:-) Dla mnie natomiast oprócz frajdy z obserwacji Maluchów największą radość sprawia fakt, że dzieci już czekają na kolejny kalendarz adwentowy.

A jakie Wy macie doświadczenia "kalendarzowe"?

Czasami brakuje nam czasu, chęci, pomysłów więc może komuś się przydadzą propozycje na następny rok:-)






czwartek, 20 grudnia 2012

Przedświąteczny błękit

Witajcie!
Przede wszystkim dziękuję za pamięć i życzenia przesyłane mailami:-) To miłe, że mimo "ciszy" na moim blogu pamiętacie i się odzywacie:-)

Przyznaję, że nie mam pojęcia gdzie umknęły mi ostatnie 4 miesiące:-) Jeszcze niedawno zastanawiałam się czy to oby nie za szybko z dekoracjami świątecznymi...

Ten ciągły bieg i nadmiar codziennych wrażeń spowodował, że energetyzujące czerwienie nie były kolorami, którymi chciałam się ostatnio otaczać. Zamiast tego zagościł u nas delikatny, spokojny błękit.


I zobaczcie co otrzymałam jakiś czas temu od Ushii ...


Tak - ten śliczny ocieplacz na długo pozwala się cieszyć ciepłą herbatką...:-) To nie wszystkie niespodzianki od Tej przemiłej osóbki ale o tym może innym razem...

Pastelowe błękity wprowadzają spokój, lekkość i pięknie komponują się ze śniegiem za oknem...:-)


Z dziećmi udekorowaliśmy nasze świece adwentowe - paseczki z papierowej serwetki i cyferki wycięte z filcowych arkuszy. Tą samą serwetkę zresztą użyłam przy ozdabianiu różyczkowej puszki na zdjęciu powyżej. Bombki i lampion z poprzednich lat.


Nie wiem czy jeszcze uda mi się tutaj zajrzeć przed świętami, bo moje dzieciaczki ogarnął wirus więc życzę Wam wszystkim  

rodzinnych, czułych i obfitych w prezenty świąt, 
radości i zdrowia w Nowym Roku!!!


Całusy - Magda

piątek, 23 grudnia 2011

Zapach pierników i magia czerwieni...

Goździki, cynamon, imbir... - mieszanka tych zapachów zawsze kojarzy mi się ze świętami Bożego Narodzenia.

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić przepisem na przepyszne pierniczki. Receptura pochodzi z magazynu Martha Stewart Living i od 4 lat piekę je krótko przed świętami. Zaleta jest taka, że nie trzeba czekać "aż pierniczki dojdą" i staną się chrupkie a ich smak jest rewelacyjny!!!






nie wiem czemu obraca mi to zdjęcie...???

PIERNIKI  Z  MELASĄ

5,5 szklanki mąki
łyżeczka sody oczyszczonej
1,5 łyżeczki soli
4 łyżeczki zmielonego imbiru
4 łyżeczki zmielonego cynamonu
1,5 łyżeczki zmielonych goździków
łyżeczka świeżo utartej gałki muszkatołowej
240 g masła
1 szklanka brązowego cukru
2 duże jajka
1,5 szklanki melasy

1. Mąkę, sodę, sól i przyprawy wymieszać
2. Utrzeć masło z cukrem na puszystą masę. Nadal ubijając dodać jajka a następnie melasę. Zredukować obroty miksera do min. i powoli wsypać mąkę wymieszaną z sodą, solą i przyprawami. Po dokładnym wymieszaniu składników, podzielić ciasto na 3 części i odstawić do lodówki na min. godzinę.
3. Pergamin szczodrze wysypać mąką. Rozwałkować ciasto na grubość ok. 0,5 cm i wstawić do zamrażarki na ok. 15 min.
4.Wykroić pierniczki i ponownie wstawić do zamrażarki na ok. 15 min.
5. Nagrzać piekarnik do 180 st. C i piec przez ok. 10 min. - pierniczki powinny być chrupiące ale nie za ciemne.

Chcąc uzyskać łagodny smak i złoty kolor pierniczków zamiast 1,5 szklanki melasy można dać 1 szklankę miodu i 0,5 szklanki melasy. Piekę zawsze dwie wersje:-)
Po ostygnięciu należy przechowywać pierniki w szczelnym pojemniku/słoiku.
Oczywiście można udekorować lukrem lub czym kto lubi ale ja preferuję "golasy":-)




Co do dekoracji zupełnie nie mogłam w tym roku wpaść w klimat. Nie ma więc żadnego fiku-miku:-)



Ramkom na zdjęcia dorobiłam passe-partout używając serwetki z motywem świątecznym. Dodałam również napis Merry Christmas i zawiesiłam gwiazdki choinkowe. Skarpety uszyte w poprzednim roku:-)




Zmieniłam zazdrostki na biało-czerwoną kratkę i dla równowagi uszyłam białą zasłonkę:-)



Nie mogło zabraknąć serduszek:-)





Świąt dodałam też lampie szyjąc jej nowy abażur - ze starej koszuli of course!!!:-)




Akcenty w podusiach, czerwony pled z białe grochy, iskierki choinkowych lampek i ... można z rodzinką leniuchować!!! Czego i Wam życzę!


wtorek, 6 grudnia 2011

Poczciwa naturalna starość...

Uwielbiam stare przedmioty... Nadgryzione zębem czasu, z historią, ze wspomnieniami...
Do takich staruszków potrzebna jest też odpowiednia oprawa. I choć czas zupełnie odmienny u mnie powstały lniane kwiaty (oczywiście ze zgrzebnego lnu od babci)...




Kwiaty mają pod spodem pętelkę z jutowego sznurka więc można je wykorzystać jako broszkę, zawieszkę - pełna dowolność...

U mnie są "ociepleniem" pewnej ramy...

Ramę sprezentował mi wujek, wiedząc o moim zamiłowaniu do "rupieci". Nie zrobiłam zdjęcia "przed" ale możecie sobie wyobrazić - zabejcowana na rudy kolor i pokryta sieciami pajęczyn:-)
Ostatnio całkowicie pochłonęło mnie malowanie drewna tak aby widać było jego strukturę a przy tym dwa kontrastowe kolory - podstawa powyższych kwiatów jest również wykonana w ten sposób ale to inny projekt, który jest jeszcze w obróbce:-)

W taki właśnie sposób "potraktowałam" ramę. Po dokładnym oszlifowaniu drewna, położyłam jedną warstwę mocno rozcieńczonej farby (u mnie to akurat mix kawy z mlekiem, szarości, odrobina barwnika czarnego i czerwonego). Nadmiar zebrałam papierowym ręcznikiem. Po wyschnięciu białą farbę nakładałam na bardzo sztywny pędzel, wycierałam go ręcznikiem papierowym i tzw. metodą suchego pędzla przecierałam w wybranych miejscach. Po wyschnięciu przeszlifowałam wełną stalową i nałożyłam pastę woskową.



Początkowo miałam w planie zawieszenie wyłącznie jutowego sznurka ale rama wydawała mi się "pusta" więc środek wypełniłam siatką hodowlaną, którą spatynowałam trochę moim "mixem"...


... ponieważ docelowo miała mi ona służyć do prezentacji kilku starych rodzinnych fotografii...



Jak widzicie znalazły się tutaj i moje lniane kwiaty, i ukochane koronkowe serwetki, i bawełniana chusteczka...





I choć do świąt u mnie daleko i jakoś zupełnie nie mam weny na dekoracje bożonarodzeniowe uszyłam świąteczne serduszko - lniane, z serwetkową aplikacją i sznurkiem do snopowiązałek:-)