sobota, 3 września 2011

Kolejna zdobycz...

wspaniale, że możemy poznawać inne regiony, ludzi, smaki... ale powrót do domu zawsze rodzi radość w sercu:-)
Dobrze jest odpocząć po urlopie:-)



W naszej grillo-wędzarni zawisła kolejna zdobycz urlopowa z targu staroci:-)
Żarówka wreszcie dostała oprawę...


Lubimy tutaj odpoczywać zarówno w słoneczne dni, gdy można znaleźć odrobinę cienia jak i w chłodne wieczory - rozpalamy wtedy w kominku i ogrzewamy się ciepłem ognia... wspomagając się czasami naleweczkami i smażonymi na kijku kiełbaskami....





To nasze ulubione miejsce spotkań, doskonałe do imprezowania i "ładowania akumulatorów":-)
Jednym słowem wspaniały Przycup, jak to mówi MariaPar...:-)

A naszym magazynkiem, na okoliczność wszelkich spotkań, jest Pojemna Świnka... (kupiona dawno temu, a jakże, w starociach)...



P.S. "Niemoc" mojego kompa została zażegnana i jeśli tylko czas pozwoli wpadnę do Was w odwiedziny. Póki co pozdrawiam Was serdecznie i samych słonecznych dni życzę!

czwartek, 25 sierpnia 2011

W kolorach natury

Podczas moich ostatnich odwiedzin u babci, wybrałyśmy się razem "poszperać" w jej piwnicy:-)
Ku babci i mojej uciesze znalazłam tam kilka cennych dla siebie rzeczy:-) Między innymi dwie walizki, które od razu zwróciły moją uwagę. Babcia wyciągnęła walizy i po cichu bąknęła, że tylko usunie z nich "śmieci". I tu zadzwonił w mojej głowie dzwoneczek - "jakie śmieci babciu"? - i okazało się, że w walizkach są długie metry lnu w dwóch odcieniach.... Och te babcie...:-)



To był wspaniały prezent!

A skoro o prezentach mowa - właśnie wybieramy się do naszych znajomych na urodziny. Razem osiągną wspaniały wiek 99 lat!:-)

Prezent miał być troszkę propagujący nasz kraj więc zakupiliśmy przepiękny album o Warmii i Mazurach. Niestety zdjęcia albumu zapomniałam zrobić. Jest to przede wszystkim piękny zbiór zdjęć wspaniałego człowieka i fotografa Waldemara Bzury, który jest jednocześnie wielkim miłośnikiem regionu Warmii i Mazur.
Ponieważ prezent pakowałam ja, to jest i sielsko i babsko:-) i oczywiście ciąg dalszy kolorów natury.




Album jest owinięty papierem pakowym. Następnie wykorzystałam papierową torbę w groszki po zakupach, uszy z tejże torby, trochę koronki, guziczek, wydruk z życzeniami i gotowe.



W tej kopercie umieściłam płytkę Urszuli Dudziak (z niezniszczalną Papayą:-)). Koperta jest zamykana na rzep.




A tak wygląda prezent z tyłu


A teraz się już z Wami "naturalnie" żegnam bo daleka droga przed nami.
P.S. - jest veto w sprawie GMO - hurrraaaa!!!

niedziela, 21 sierpnia 2011

Kolejny stół...

Jak zapewne część z Was, tak i mnie dopada szał zakupowy...
I bynajmniej nie dotyczy on kupowania "szmatek" i biegania po galeriach handlowych. Zdecydowanie bardziej wolę zakupy na tzw. pchlich targach.

Pokazywałam Wam mój mocno wysłużony stoliczek. Ostatnio wpadł mi w oko kolejny...  Mimo tego, że blat ma zalany olejem/smarem nie mogłam mu się oprzeć...


Stołów nigdy za wiele!!!

Jak twierdzi Marlena de Blasi: "Zawsze uważałam, że najlepsza droga do poznania jakiegoś miejsca wiedzie przez jego zwyczaje kulinarne. Rzeczy najciekawsze, jeśli nie dzieją się w łóżku, zwykle mają miejsce przy stole". Podpisuję się pod tym "obiema ręcami"!:-)

Stół, zanim trafił do pracowni i ustawił się w kolejce mebli do odnowienia, posłużył jako pomocnik do przesadzania kwiatków...:-)





Z wakacji na Mazurach przywiozłam jeszcze mnóstwo innych "przedmiotów z duszą".  Jeśli czas pozwoli, chętnie Wam je pokażę!
Póki co zajmuję się ogrodem, który mocno odczuł naszą długą nieobecność...

środa, 17 sierpnia 2011

WELCOME...:-) !

Witajcie po długiej przerwie!


Miał być odpoczynek i miało być morze...
Były - jeziora i jeden z najbardziej pracowitych urlopów...:-)

Dla tego widoku porzuciliśmy Bałtyk i udaliśmy się do rodzimych Mazur aby realizować nasze marzenia...



A marzeniem naszym była mała mazurska przystań, miejsce odpoczynku i wspólnych chwil z dziećmi, rodziną i znajomymi. Obecnie nasza przystań wygląda tak - ale jeśli wszystko ułoży się po naszej myśli, w przyszłym roku będziemy mieli jeszcze bardziej pracowite wakacje...:-)



Póki co dzięki życzliwości i pomocy rodziny zajmowaliśmy się głównie "ujarzmieniem" terenu...



Witam Was więc z głową pełną planów i pomysłów. A podobna do poniższej tabliczka mam nadzieję, będzie witała gości w naszej wakacyjnej stodole...:-)



Zawieszka wykonana oczywiście techniką decoupage - jedna z moich pierwszych prac:-)







Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i mam nadzieję, że uda mi się w końcu Was odwiedzić...
Pozdrawiam gorąco - Magda!

poniedziałek, 11 lipca 2011

Mój nowy/stary pomocnik

Wspominałam Wam, że łubianka ma wiele zastosowań.
Tu jako pojemnik dla świeżo ściętej lawendy.




Brakowało mi w ogrodzie "pomocnika". Postanowiłam więc kupić "bazę" i przerobić wg własnego zapotrzebowania. Uratowałam starego Odrapańca od śmietnika z zamiarem wyszlifowania i nadania nowego koloru. Jednak jak na niego patrzę to jakoś mi tak szkoda zdzierać z niego te "szaty":-) Farba pięknie się łuszczy pokazując wielowarstwowość malowań.


Pożyjemy, zobaczymy co z nim będzie...

Póki co przygotowuję na nim lawendę i hortensje do suszenia


Mam nadzieję, że za radą Tulki w tym roku moje osiągnięcia w tej dziedzinie będą lepsze niż poprzednio...:-)

A tu już początki suszenia hortensji wg metody Kasi:


sobota, 9 lipca 2011

Nowe życie łubianki:-)

Sezon na truskawki już za nami a mi zawieruszyła się jedna łubianka.


Before...

Urlop za pasem, nasz domek na kółkach przygotowany do trasy, czekamy tylko na bezdeszczową pogodę  - mam nadzieję, że się doczekamy:-)

W każdym razie wpadł mi do głowy pomysł przerobienia łubianki na osłonkę dla mięty wykopanej z ogródka - doskonałej na letnie upały.

Farba, klej, serwetka, lakier i niebieska patyna - tak powstała moja urlopowa osłonka.
Środek wyłożyłam starą torbą foliową.

After...:-)





Mięty jeszcze nie przesadziłam bo dzisiaj łubianka służyła mi jako pojemnik na świeżo ściętą lawendę:-)
Jak widać zastosowań może mieć wiele...:-)

piątek, 1 lipca 2011

Huile d' Olive - upsss...!

Dawno nie pokazywałam Wam moich poczynań w deku. Fakt jest taki, że piękna pogoda wygrywa obecnie z klejami, papierami i dłubaniną. Pozostały jedynie farby ale o tym w innym poście.

Postanowiłam więc pokazać Wam niedawno skończony komplecik. Cyknęłam kilka zdjęć i właśnie gdy wybierałam odpowiednie do pokazania, zobaczyłam jakiego babola zrobiłam... Widzicie...?



Sprawa wygląda tak - komplet to oczywiście stary przerobiony blok na noże i zwykła deska do krojenia przerobiona na podkładkę pod garnki.  Sekret tkwi w... desce...
Jak wiadomo w deku trzeba czasami pokombinować, porwać papier/serwetkę, żeby całość się komponowała. No i poszarpałam napisy... A później pewnie miałam głowę w chmurach i przykleiłam odwrotnie. Powinno być Huile d' Olive a nie to co tam zmajstrowałam...
Ale cóż, nie myli się tylko ten, kto nic nie robi (jakoś trzeba się usprawiedliwić...).

A to już blok do noży - widać respekt do ostrych przedmiotów spowodował, że byłam już bardziej czujna i napis przykleiłam poprawnie:-)




W miejscu, gdzie wkłada się noże, nie malowałam farbą tylko białą bejcą a cały blok po skończeniu lakierowania pokryłam woskiem. Woda po nim spływa "jak po kaczce" i jest milusiński w dotyku...:-)



Mój  "babolek"...:-)


Huile d' Olive!!!!!




Jak ja mogłam tego nie zauważyć podczas kładzenia kilkunastu warstw lakieru....???