piątek, 18 stycznia 2013

Ale to długo...:-(

Choinka rozebrana, świąteczne dekoracje zniknęły i tylko Tymuś wzdycha...
- "Dlaczego choinkę ubieramy tylko raz w roku, mama czemu już wszystko pochowałaś, a gdzie nasz kalendarz adwentowy...?" Jak tylko słyszy, że musi na to wszystko poczekać aż rok, z wielkim grymasem odpowiada "ale to długo...". I choć niechętnie, ze wszystkim się zgadza, tylko brak kalendarza mu doskwiera.

Temat zdecydowanie przeterminowany ale to właśnie o kalendarzu adwentowym dzisiaj będzie:-)


Celowo zrezygnowałam ze słodkości (choć czasami również gościły) i każdego dnia na moje dzieciaczki czekała inna niespodzianka. Kalendarz był jeden ale dla trójki maluszków. Dzieci ustaliły między sobą kolejkę otwierania kieszonek. Oczywiście najstarszy rozpoczął...:-) Umówiliśmy się, że ten miły moment zostawiamy sobie na wieczory, kiedy to niespiesznie delektując się chwilą będziemy odkrywać kolejne niespodzianki.

Wiele sytuacji było dla mnie wzruszających - jak np. dzień, w którym każdy dostał po "złotówce". Przy tej okazji przeczytałam opowiadanie o biednym chłopcu, który wychowywał się w sierocińcu. Rodzeństwo zgodnie powierzyło swoje monety najstarszemu bratu,  który zakupił jakieś "żujki" w sklepiku szkolnym. Wprawdzie obdzielił kolegów ("bo go poprosili"...:-)) ale sam nie tknął słodkości, do momentu gdy nie zasiedli razem i sprawiedliwie je podzielili.

Był też dzień, kiedy wszyscy położyliśmy się na łóżkach i każdy głośno powiedział za co kocha pozostałych członków rodziny - to niesamowite i niezapomniane chwile, kiedy chłopcy poważnie mówili o swoich uczuciach...
To był wieczór dla "ducha" ale był też dzień dla "ciała" - każdy wymyślał po kilka ćwiczeń i wszyscy musieliśmy je wykonywać. Dzieci prześcigały się w ilości i skomplikowaniu figur:-)

Były też mapy, po których odczytaniu dzieciaki docierały do ukrytego skarbu. Były też karteczki pochowane w różnych miejscach z instrukcjami co należy dalej zrobić, żeby dotrzeć do niespodzianki. Ukryte były głównie książeczki.


Lubicie wyliczanki? - W takim razie "Pan Pierdziołka spadł ze stołka" przypadnie Wam do gustu:-)
"Opowiadania bożonarodzeniowe" - zimowa, około-świąteczna tematyka ale część opowiadań jest zbyt "ciężka" jak na cztero- i sześciolatka (o dwulatce nie wspomnę). Na przyszłość jak znalazł:-) "Zezia i Giler" muszą poczekać aż skończymy czytać rozpoczęte wcześniej "Dzieci z Bullerbyn".

Ukrytymi skarbami były również naklejki, tasiemki, kolorowe papiery, z których dzieci miały wykonać kartki dla Mikołaja. Dzień przed Mikołajkami otrzymały zadanie wyczyszczenia butów - u nas tradycja jest taka, że prezenty trafiają do butów a przynosi je Szarak:-)

Kieszonki uzupełniałam każdego dnia a ich zawartość uzależniałam od nastroju dzieciaczków. Gdy były padnięte po ciężkim dniu, nie męczyłam ich dodatkowymi zadaniami. Gdy objadły się chwilę wcześniej słodkościami, nie obdarowywałam ich kolejnymi łakociami. Brałam też pod uwagę, które z nich będzie otwierało kieszonkę - każde bardzo wyczekiwało "swojego" dnia więc starałam się trafić w serce Odkrywcy:-)

Ogromne emocje budziła w nich ciekawość co też przyniesie każdy kolejny dzień. Przy okazji Maks trenował czytanie i jako dumny pierwszoklasista składał litery odczytując karteczki ukryte w kieszonkach:-) Dla mnie natomiast oprócz frajdy z obserwacji Maluchów największą radość sprawia fakt, że dzieci już czekają na kolejny kalendarz adwentowy.

A jakie Wy macie doświadczenia "kalendarzowe"?

Czasami brakuje nam czasu, chęci, pomysłów więc może komuś się przydadzą propozycje na następny rok:-)






czwartek, 20 grudnia 2012

Przedświąteczny błękit

Witajcie!
Przede wszystkim dziękuję za pamięć i życzenia przesyłane mailami:-) To miłe, że mimo "ciszy" na moim blogu pamiętacie i się odzywacie:-)

Przyznaję, że nie mam pojęcia gdzie umknęły mi ostatnie 4 miesiące:-) Jeszcze niedawno zastanawiałam się czy to oby nie za szybko z dekoracjami świątecznymi...

Ten ciągły bieg i nadmiar codziennych wrażeń spowodował, że energetyzujące czerwienie nie były kolorami, którymi chciałam się ostatnio otaczać. Zamiast tego zagościł u nas delikatny, spokojny błękit.


I zobaczcie co otrzymałam jakiś czas temu od Ushii ...


Tak - ten śliczny ocieplacz na długo pozwala się cieszyć ciepłą herbatką...:-) To nie wszystkie niespodzianki od Tej przemiłej osóbki ale o tym może innym razem...

Pastelowe błękity wprowadzają spokój, lekkość i pięknie komponują się ze śniegiem za oknem...:-)


Z dziećmi udekorowaliśmy nasze świece adwentowe - paseczki z papierowej serwetki i cyferki wycięte z filcowych arkuszy. Tą samą serwetkę zresztą użyłam przy ozdabianiu różyczkowej puszki na zdjęciu powyżej. Bombki i lampion z poprzednich lat.


Nie wiem czy jeszcze uda mi się tutaj zajrzeć przed świętami, bo moje dzieciaczki ogarnął wirus więc życzę Wam wszystkim  

rodzinnych, czułych i obfitych w prezenty świąt, 
radości i zdrowia w Nowym Roku!!!


Całusy - Magda

czwartek, 9 sierpnia 2012

Kowboj wyruszył w rejs i Kącik Wodnego Policjanta...

Nasz kowboj wyruszył w rejs z Zielonym Czółnem...:-)


Asia doceniła nasze rodzicielskie zmagania i zaprosiła nas do Letniego Wydania Green Canoe Style:-)
Cieszę się, że Jej i Wam spodobała się aranżacja pokoju chłopięcego. Zapraszam Was do lektury całego magazynu bo jest tam wiele ciekawych i pięknych inspiracji!

Kącik naszego Szeryfa już znacie:



Jeśli macie ochotę na więcej zdjęć i informacji, to znajdziecie je w GCS 2/2012 oraz tutaj.

Przedstawiając Kącik Kowboja obiecałam również zdjęcia drugiej części pokoju - czyli pomysłu Maksa na patrolową łódź policyjną. Jednak wiosna a później lato wygoniło nas z czterech ścian na zieloną trawkę i "wariacje na temat" zostały przerwane:-) a to co udało nam się dokończyć, wygląda następująco:


Tak jak już wspominałam chłopcy mają wspólny pokój a w nim wspólną kolorystykę:-) To dzięki temu, mimo odmiennych zainteresowań udało nam się stworzyć spójne wnętrze.

Kącik Maksa miał nawiązywać do "Wodnego Policjanta".


 

Wspólnie wymyśliliśmy żagiel z charakterystycznym dla policji wodnej oznakowaniem. Oznaczenie wydrukowałam na tkaninie i przyszyłam do żagla, który to zamocowałam na kiju od szczotki. 


Dodatkowo Maks powiedział, że jego łóżko będzie łodzią więc musimy na nim zawiesić kotwicę. Narysowałam więc kotwicę na starej desce a teść wyciął ją wyrzynarką. Dodałam jej kolorystycznych szlifów i wedle życzenia zawisła na łóżku.


Na ścianie znalazło też miejsce stare wiosło i ster a uszyty kilka miesięcy wcześniej worek piracki (pokazywałam go tutaj) skrywa łupy zdobyte przez Policjanta:-) 


Co nie mieści się w worku, schowane jest w nadgryzionych zębem czasu walizkach.


Do tych walizek trafiają też prace plastyczne moich Pociech, które nie mieszczą się na poniższej tablicy lub też zostają zastąpione nowymi:-)


Dla licznych drobnych elementów – patrz ulubione klocki Lego moich Szkrabów – uszyłam kuferki w biało-niebieskie paseczki, które włożyłam do wiklinowych koszyków. Kuferki to pełen recykling - czyli tak jak lubię najbardziej - tkaninę na ich uszycie pozyskałam ze starej męskiej koszuli:-)


Kuferki sprawdziły nam się w 100%! - podczas wyjazdów chłopaki pakują do nich swoje ulubione zabawki i zabierają w podróż. 
 
Pozostając przy krawieckich tematach, przerobiłam również narzutę - a raczej z jednej zrobiłam dwie:-) Jej oryginalne przeznaczenie to pojedyncze łóżko. Przyznam Wam szczerze, że nawet mi jej poprawne rozłożenie sprawiało trudność (ciężka i wielka płachta) a co dopiero małym chłopcom. Przecięłam ją więc na pół, doszyłam lamówkę z pasującej tkaniny i mam dwie zgrabne narzuty:-) Poza tym są dwustronne więc jak nam się znudzi patchwork, wykładamy krateczkę:


Ta część pokoju czeka jeszcze na stworzenie radiostacji i kilku innych zaleceń Maksa:-) Nie wiem jednak czy po tegorocznych wakacjach i zachętach z naszej strony do ciągłych podróży pokój nie ulegnie drastycznej zmianie...:-) Zapytałam Maksa ostatnio jak chciałby urządzić swój pokój w remontowanej właśnie stodole - "to będzie pokój archeologa" - odpowiedział...

Zatem ahoj przygodo!!!




balon wyszperany gdzieś na pchlim targu

stara teczka od mojego wujka (podobnie zresztą jak jedna z walizek)


Oczywiście Ci, którzy do mnie zaglądają zauważyli zapewne zdecydowanie lepszą jakość niektórych z powyższych zdjęć. To niestety nie moja zasługa a naszego dobrego znajomego, który pomógł nam przygotować materiał zdjęciowy do letniego wydania GCS, za co mu serdecznie dziękuję. Namiastkę jego pracy możecie również zobaczyć na stronie www.pokojdziecka.pl

Pozdrawiam Was gorąco!
Magda 


niedziela, 8 lipca 2012

RÓŻAne błękity

Witajcie,
dziękuję za wszystkie miłe słowa i maile. Przepraszam, że nie odpowiadam na bieżąco ale jestem całkowicie poza zasięgiem:-) Jak tylko to będzie możliwe, z pewnością Was odwiedzę i odpiszę!!!

Tegoroczne wakacje spędzamy przy budowie naszej wymarzonej stodoły, która jest w pięknym miejscu ale poza zasięgiem sieci:-)

Dzisiaj opuściliśmy naszą wieś i wyruszyliśmy na pyszny obiadek u rodziców. Ukradłam więc chwilkę dla siebie i pokażę Wam moje pierwsze przeróbki krzeseł:-)

Stodołę chcę urządzić w bielach i pastelach. Krzesła będą również w tej kolorystyce.
To wcześniejsze przymiarki kolorystyczne z moimi ulubionymi łubinami i piwoniami:



Krzesła oryginalnie były pokryte kryjącą farbą w odcieniu kremu i pokryte lakierem do spękań (taka pajęczynka).
Zamawiając je myślałam, że może nie będę musiała zmieniać ich kolorystyki i zajmę się wyłącznie tapicerką.
Okazało się jednak, że ten kremowy odcień zupełnie nie wpisuje się w moją koncepcję pasteli i zdecydowałam się na całkowite oczyszczenie ich z farby.
Wybaczcie ale nie zrobiłam zdjęcia "przed" ale zarys krzesła możecie zobaczyć tutaj:

before...


Surowe drewno lekko pobieliłam i zawoskowałam.


Wymieniłam "środki" krzeseł (sprężyny były w dobrym stanie) i wykonałam im nową tapicerkę.

To już efekt końcowy:-) zdjęcia zrobione na szybko przed spakowaniem. Krzesła oczywiście docelowo znajdą swoje miejsce w stodole:-)

Pierwsza wersja różana:


Na siedzisku jest biało-różowa krateczka z bawełny, na oparciu - drobniutkie różowe różyczki:-) Wszystko wykończone różową taśmą i sznurkiem.

Druga wersja w błękitach, tak żeby nie było za słodko:-)


Na siedzisku błękitno-szary len, na oparciu róże w błękitach i wykończenie błękitno-szarymi taśmami i sznurami.

Chcąc uchronić siedziska przed łapkami moich dzieciaczków uszyłam podusie, które będzie można w razie potrzeby zdjąć i uprać.



Plecki krzesełek również wykończyłam tą samą "różaną" tkaniną:



I komplecik bez podusi i z....




A teraz trzymajcie za mnie kciuki bo muszę przerobić jeszcze 4 krzesła a drewno jest twarde i wbijaniu zszywek towarzyszą słowa, których cenzura nie przepuści...:-)
Dodatkowo nadszedł czas na malowanie wnętrza stodoły, pozostaje nam więc zakasać rękawy i ... do roboty!!!

Pozdrawiam Was gorąco
Magda

niedziela, 24 czerwca 2012

Prezenty...

Lubicie prezenty???!
Uwielbiam je! Obdarowywać i otrzymywać:-)

Dzisiaj dla odmiany nic "mojego":-)
Miałam za zadanie wybrać prezent: dla kobiety, plastyczki, młodej i przemiłej kobiety. I wybrałam choć nie było łatwo. I jest tak piękny, że muszę Wam go pokazać.

Prezent jest wykonany ręcznie przez bardzo utalentowaną Sylwię Żak. Jest ona autorką pięknej biżuterii soutache (sutasz). Zobaczcie sami:


Mam nadzieję, że udało mi się trafić w gust z wyborem kolorystyki... we wtorek okaże się czy Obdarowana padnie z zachwytu...:-)
Autorka tych pięknych kolczyków zadbała również o odpowiednie opakowanie prezentu.



Na koniec przepraszam, że sporadycznie Was odwiedzam. Zapewne w najbliższym czasie się to nie zmieni, ponieważ wiele ciekawych i absorbujących rzeczy wokół mnie się dzieje:-) Ale nadrobię to...:-)

I jeszcze jedna bardzo miła dla mnie chwila:-) Serdecznie dziękuję Kasi Bellingham za przyznanie Versatile Blogger.



Zarówno to wyróżnienie, jak i Wasze komentarze i obecność motywują mnie do dalszej pracy - DZIĘKUJĘ!!!
Oczywiście w najbliższym czasie prześlę moje wyróżnienia dla niezwykle twórczych i inspirujących osób:-)

środa, 9 maja 2012

Bieliźniarka w nowym wydaniu

Witam Was po dłuższej przerwie!
Bardzo dziękuję za miłe słowo i odwiedziny. Ostatnio sporadycznie Was odwiedzam za co z góry przepraszam - piękna pogoda i kilka ważnych (i przyjemnych) dla mnie "tematów", izolują mnie od komputera...:-)

Mam nadzieję, że Wy również macie dobre nastroje i mnóstwo pozytywnej energii - ja w każdym razie naładowałam ostatnio akumulatory w uroczej Toskanii i mam nadzieję, że uda mi się wkrótce podzielić z Wami wrażeniami:-)

Póki co przedstawiam Wam mój stary-nowy mebelek:


Wspominałam chyba kiedyś, że wyciągnęłam od wujka z warsztatu starą bieliźniarkę. I tak po prawie roku doczekała się wykończenia.
Po oczyszczeniu i wyszlifowaniu zostawiłam ją na kilka dobrych miesięcy, żeby sprawdzić czy siedzą w niej jeszcze korniki. Śladów po nich jest MNÓSTWO!!! Ale miałam cichą nadzieję, że już się wyprowadziły. Po kilku miesiącach nie było nowych dziurek więc przystąpiłam do malowania. Po czym... zaczęło się sypać... Jak to określiła Al - obudziłam korniki:-) Na szczęście Czarodziejka:-) poratowała mnie garścią informacji czym je zwalczyć i mogłam realizować swój projekt.

Tak wyglądała wcześniej:

Brakowało mi mebla, w którym trzymałabym płyty CD i DVD, gry po które ostatnio coraz częściej sięgamy z dziećmi oraz liczne kredki, flamastry, kartki, plasteliny - czyli cały kreatywny świat moich Pociech:-)
Owa bieliźniarka ma właśnie spełniać taką rolę.

Dlatego też pojawiły się odpowiednie napisy:



Główna konstrukcja mebla jest wykonana w stylu shabby chic natomiast fronty przecierane w sposób, o którym już wspominałam przy okazji np. tych obrazów.


Nie ominęła mnie mania szyldów:-) więc wykonałam własne (przy pomocy teścia:-)) - w ramach zapanowania nad porządkiem wewnątrz...:-)






Fronty wewnątrz, to również przecierki natomiast korpus pomalowany woskiem olejnym w odcieniu bieli - to przymiarki do malowania ścian w naszej stodole:-)

A teraz z muzyczką w tle i zapachem bzu rozchodzącym się po pokoju, idę pakować ten cały kram do środka:-)