piątek, 8 kwietnia 2011

La Provence i lawendowe ... jaja

Lavandula - "co by bez niej zrobił przemysł pocztówkowy? Niekończące się rzędy, rozległe pola z jakąś szacowną budowlą w tle lub rozpromienionego wieśniaka na pierwszym planie lub bez niej. Lawenda jest prowansalską flagą. Ma swoje muzeum (w Coustellet), jarmark i festyny na swoją cześć oraz Appellation d'Origine Controlee (AOC), która to instytucja odróżnia najlepsze rośliny od tych mniej aromatycznych. Jest bez wątpienia jednym z najpiękniejszych widoków lata" (Prowansja od A do Z, Peter Mayle).
Gdzieś kiedyś przeczytałam, że podobno każdy, kto rozpoczął swoją przygodę z decoupagem musi przejść przez etap aniołków i lawendy... Sztampa tych pierwszych mnie nie dopadła za to pod urokiem lawendy trwam i przestać nie zamierzam:-)
Zapach, kolor, właściwości lecznicze - to główne zalety tej pięknej rośliny. Kojarzy mi się z pięknym błękitem nieba w samym środku gorącego lata... i z Prowansją, która jest Nr 1 na mojej liście dalszych podróży...
Dlatego też rok temu postanowiłam zrobić lawendowe jaja na gęsich wydmuszkach.


Chciałam, żeby były w chłodnej bieli. Długo dorabiałam kolor tak, żeby był idealnym tłem dla lawendowych wzorów z serwetki. Jak już udało mi się uzyskać oczekiwany efekt, przykleiłam motywy i po tych żmudnych czynnościach chciałam przyspieszyć lakierowanie używając preparatu w sprayu. Moja niecierpliwość została ukarana - narobiłam zacieków a długo "dopieszczana" biel zrobiła się "staro-zółta". Wściekła schowałam jaja do kartonu by nie szpeciły i nie denerwowały mnie więcej - całkiem wyrzucić nie miałam serca... Tak jak i teraz wyciągając świąteczne dekoracje... Brak im wykończenia ale atłasowe tasiemki jakoś mi nie pasują, rafia i wszelkiego rodzaju ozdoby biżuteryjne też nie. Pozostawiłam je na tym etapie i ostatecznie dołożyłam  suszoną lawendę z ogródka, której kolor wyblakł ale aromat pozostał. Stały się dekoracją łazienki stąd "wazonikiem" dla lawendy jest gąbka z włókna agawy:-)




Dawniej, kiedy nie było jeszcze maszyn lawendę ścinano przy użyciu faucille (sierp). Jedną ręką zbiera się łodygi w ciasny pęczek a drugą ścina, zamaszyście pociągając sierpem. Łatwizna...:-) Ponieważ w moich rękach to narzędzie byłoby dość niebezpieczne, do cięcia skąpych ilości ziela używam sekatora:-)



I nawet gwiżdżący wiatr za oknem i padający deszcz, które mi towarzyszą przy pisaniu tego posta nie są w stanie przegonić marzeń o upalnych dniach w Prowansji, gdzie korzystając z uroków cienia można bezkarnie leżeć i słuchać cykania cigales, brzęczenia pszczół w kępkach lawendy i plusku chłodzących się ciał w basenie...

10 komentarzy:

  1. Jajeczka urocze i wcale nie potrzebują dodatkowego wykończenia. A ja dekupażystką jestem chyba z defektem, bo wcale nie ciągnie mnie do motywów lawendy i aniołków ;) Chociaż bukieciki suszonej lawendy bardzo lubię jako dekoracje, a do Prowansji chętnie bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sliczne!ja tez wreszcie musze sie zabrac za jakies swiateczne ozdoby!pozdrawiam
    Dorota
    www.jewellerybijou.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne te pisanki lawendowe! Ja też lubię tą roślinkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne pisanki i nic im nie brakuje! A lawenda jest wspaniała!
    Miłych chwil!

    OdpowiedzUsuń
  5. Очень красиво,лавандовые яйца я такого еще не видела)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, ze sie "przeprosilas" z tymi pisankami, bo bardzo ladne. Biala zaslonka na pierwszym zdjeciu w tle tez ladna.

    OdpowiedzUsuń
  7. a kto nie lubi lawendy jajka gustowne

    OdpowiedzUsuń
  8. Super blog :) na pewno będę tu zaglądać częściej. Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne dekoracje i jajeczka też a i marzenie mamy wspólne bo ja też chcę do Prowansji!! Ale jeszcze nie teraz, może zorganizujemy się w jakąś grupę miłośniczek lawendowych pól i pojedziemy razem?
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję Moje Drogie za przemiłe komentarze. Lawenda chyba już tak ma, że nie można jej się oprzeć...

    Zosiu - też uwielbiam tą zasłonkę. I idealnie wpisuje się w klimat mojej łazienki:-) Wprawdzie krochmalenie jej jest upierdliwe ale warto...

    Kasiu - to może zaczniemy wymieniać się namiarami co warto zobaczyć? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to może mi się uda tam dotrzeć jeszcze w tym roku - na taki rekonesans:-) Mąż szykuje mi wycieczkę...:-)

    OdpowiedzUsuń